poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 1

Stałam przed ogromną żelazną bramą, obok mnie stały moje walizki jedna w kwiatki a, druga niebieska na kółkach. Moi bracia już od 2 tygodni mieszali w zamku który znajduje się za bramą, ja w tym czasie przebywałam w naszym starym domu w Irlandii. Byliśmy już tam 6 lat i Damon, mój najstarszy brat zaczął się martwić że ludzie zauważą ze się nie starzejemy...no tak zapomniałam wam powiedzieć.  Ja i moi bracia jesteśmy wampirami już od 1938 r.  A jak do tego doszło ? To trochę dziwna historia.....


* Anglia 15 maja 1938r. *
Czesałam moje włosy dokładnie przyglądając się sobie w lustrze, i zastawiałam się dlaczego moi bracia nie zabrali mnie ze sobą do znajomych.  Miałam już 18 lat, większość moich koleżanek miało narzeczonych a nawet mężów. Moja rodzina nie należała do najbogatszych, dlatego martwiłam się ze nigdy nie wyjdę za mąż. Rzadko wychodziłam z domu, i nie znałam dużo chłopców którzy nadawaliby się na ojca dzieci i głowę rodziny.
- Córciu, córciu ! - usłyszałam nawoływania mojej mamy, szybko wstałam z krzesełka i pobiegłam do sypialni w której leżała moja rodzicielka.
- Tak, matko ? - stanęłam w progu, obserwowałam moją mamę od dawna była bardzo chora. Od prawie 6 miesięcy nie może się ruszać z łóżka, nie było nas stać na leki musieliśmy zadowolić się ziołami z ogródka babci. Z dnia na dzień wyglądała coraz gorzej i wiedziałam ze w każdej chwili mogę ją stracić. Moi bracia nie przejmowali się tym tak jak ja, wydawało się że już dawno pogodzili się z tym ze mama może umrzeć.
- Usiądź tu, proszę - wskazała na krzesełko obok niej, powoli podeszłam i zajęłam miejsce które zawsze zajmowałam ja. Złapałam ją za rękę, była taka zimna i krucha jak szkło, zaczęłam się bać.
- Wszystko w porządku ? - głos mi drżał ,mama lekko ścisnęła moją rękę i odwróciła głowę w moją stronę. Pokiwała nią i zamknęła oczy. Moje serce zaczęło walić jak szalone, szybko zeskoczyłam z krzesełka i przyłożyłam palce do szyi mojej rodzicielki i sprawdziłam puls. NIC ! nie czułam pulsu ! Łzy spływamy po moim policzku i zaczęły kapać na twarz kobiety, starłam je palcem i przykryłam mamę kocem. Wyszłam z sypialni, cały obraz miałam zamazany, potrzebowałam teraz Stefana mojego brata, chciałam żeby ktoś mnie przytulił. Założyłam buty i wybiegłam z mieszkania, nie myśląc nawet o tym żeby zamknąć drzwi. Dochodziła północ, było ciemno a ja biegłam przed siebie nie czując zmęczenia. Wiedziałam gdzie moim bracia zawsze spotykają się ze znajomymi, gdy byłam już blisko zobaczyłam ze w budynku nie świeci się światło. Tego było już za dużo upadłam na kolana po środku ulicy i nie mogłam przestać szlochać, nie potrafiłam nawet wstać gdy zobaczyłam że zbliżają się do mnie dwa światła. Nie wiedziałam ze jej śmierć tak bardzo mnie zaboli, wolałam umrzeć teraz niż żyć chwile dłużej. Zamknęłam oczy i czekałam, miałam nadzieje że w tej ciemności nikt mnie nie zauważy.  Jednak zamiast uderzenia poczułam parę rąk na ramionach które ciągnęły mnie w górę. Zaczęłam się wyrywać, oprawca przytulił mnie do siebie i zaczął głaskać moje włosy.  Poczułam znajomy zapach, otworzyłam oczy i zobaczyłam Stefana.
- Ciii, malutka. Co się stało ? Ktoś cie skrzywdził ? - brat zaczął mnie dokładnie oglądać, sprawdzając czy nic mi nie jest.
- Ma...ma....umarła.... - jąkałam się, nie potrafiłam złożyć poprawnie zdania i ręce mi się trzęsły.
- Wiedzieliśmy ze to kiedyś się stanie, choć wróćmy do domu - Stefan zaprowadził mnie do samochodu i posadził obok Damona który nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Nigdy się dobrze nie dogadywaliśmy. Oparłam się o fotel i zamknęłam oczy mając nadzieje ze dzisiejszy dzień to tylko sen. Stefan pogłaskał mnie po ranieniach i odpalił samochód.
 

Drzwi domu były zamknięte, bardzo dobrze pamiętałam że zostawiłam je otwarte. Damon pierwszy przekroczył próg i ruszył w stronę sypialni mamy. Stefan szedł obok mnie i wciąż powtarzał ze wszystko będzie dobrze. Właśnie zbliżaliśmy się do drzwi, gdy nagle usłyszeliśmy krzyk.
- Zaczekaj, uciekaj gdyby coś było nie tak - powiedział szatyn, i poszedł sprawdzić co się stało z naszym bratem. Stałam na dworze i czekałam, znów usłyszałam krzyk. Nagle przede mną pojawiła się ubrana na czarno postać, złapała mnie i zanim zdążyłam zareagować wysunęła kły i ugryzła mnie w szyje. Przeszył mnie ogromny ból, i utonęłam w ciemności
**


Wytarłam łzę spowodowaną wspomnieniami, od tamtej chwili ja i moi bracia nie zostaliśmy w żadnym miejscu dłużnej niż 6 lat. Rozumiałam to i wiedziałam że to nie ich wina. Wszyscy musieliśmy zrezygnować z naszego dawnego życia. Wzięłam moje walizki w ręce i otworzyłam bramę.

~*~

Ups.....trochę mnie nie było.

PRZEPRASZAM
nie wiem co jeszcze mogę napisać, nie będę się tłumaczyć bo nie mam wytłumaczenia :(

@awwmyluhan